Głosy z nostalgią wspominają czasy sprzed wejścia Polski w kapitalizm, nie cichną, a wręcz pojawia się ich coraz więcej. I choć nie mówi się jeszcze wprost, że tęsknią za komunizmem, to już dziś pojawiają się pomysły, żeby stopniowo wprowadzać do wolnego rynku jego charakterystyczne elementy. Dlaczego tak wiele osób nie jest w stanie odnaleźć się w nowej i z pozoru znacznie lepszej rzeczywistości?

Wolny rynek jest skierowany na potrzeby konsumenta i dopóki gramy w nim taką rolę wszystko jest w porządku. Ale w życiu rzadko bywa tak, że w machinie społeczeństwa mamy tylko jedno zadanie. Wielu z nas oprócz tego, że wydaje pieniądze, musi je także zarobić. I wtedy, kiedy z roli konsumenta przechodzimy w rolę osoby, która ma klienta zadowolić, nie jest już tak dobrze. Pracujemy za niewielkie pieniądze, jesteśmy wykorzystywani i często nie możemy doprosić się podwyżki, a do tego nie jesteśmy w stanie znieść tego, że musimy być na każde zawołanie osoby, która nam płaci i naszych klientów.

Wolny rynek wzbudza w nas powoli frustracje. Zaczynamy zauważać, że różnorodność i zarobki uzależnione od naszego własnego wkładu to tylko czubek góry lodowej, a pod wodą czai się cała masa niedogodności. Musimy sami znaleźć pracę i w dodatku wypracować pieniądze, które zostaną nam później wypłacone, często nie pozwala nam się wyjść przed czasem, ale także naszym życiem zaczynają rządzić pieniądze. Nie mamy już czasu dla bliskich, pędzimy za najnowszymi trendami i skupiamy się przede wszystkim na posiadaniu. W PRL-u tego nie było i jakoś wszyscy dawali sobie radę.

Ludzie nie tęsknią za komunizmem, tylko jego z pozoru lepszymi aspektami. Gdybyśmy znowu przeszli przemianę ustrojową i wrócili do lat 70. XX wieku, to bardzo szybko zaczęliśmy narzekać, że w czasach wolnego rynku żyło nam się lepiej, bo mogliśmy w każdej chwili kupić sobie nowe buty, a do tego każdy mógł szukać pracy tam, gdzie mu się podobało. Niestety już tak mamy, że wolimy narzekać, zamiast przyjrzeć się swojemu życiu i zastanowić się, co możemy zrobić, żeby było nam lepiej. Być może to wcale nie kwestia gospodarki, ale naszego podejścia i tego, co możemy dać sobie od siebie.